Film, który wywołał wielką sensację. Można go zobaczyć na ekranach kin tylko przez 2 tygodnie, więc wszyscy jak jeden mąż ruszyli. Ja niestety też. Czemu niestety? Bo to strata kasy i czasu. Miałam w ogóle nie iść i teraz żałuję że nie posłuchałam głosu własnej intuicji. Nie jestem, nie byłam i raczej nie będę zagorzałą fanką, choć przyznam, że niektóre piosenki przypadły mi do gustu. Koleżanki stwierdziły że fajnie byłoby się wybrać do kina, a że nie uciekam od ludzi, to się zgodziłam. I to był pierwszy błąd. Trzeba było wybrać przynajmniej inny film... Wybuliłam 26(!) złociszy na bilet na film, który według mnie nie jest wart 15. No ale nie o to chodzi. Jak dla mnie to po prostu zlepek materiałów z przygotowań do koncertu w Londynie, czyli piosenka i układy taneczne, urozmaicony o wypowiedzi ludzi z otoczenia Michael'a, którzy zachwalali jak to się świetnie z Królem Popu pracowało. Wiem, że tak to miało wyglądać, bo takie było założenie reżysera, no ale szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś więcej. Skojarzenie nasuwa mi się jedno: YouTube.com na wielkim ekranie. Wiem, że tą opinią pewnie urażę pewne grono wielkich fanów Michael'a Jacksona, ale takie są moje odczucia po tym filmie. Jakby się ktoś pytał - nie polecam.
0 komentarze:
Prześlij komentarz