Ale czy na pewno? Chyba nie za bardzo. Ostatni tydzień obfitował w niespodzianki komunikacyjne.
Poniedziałek. Stoję na pętli autobusowej. Czekam na "Trójkę", która ma odjechać o 15:40. Warto wspomnieć że czekam od 15:20, więc to, że już odjechała nie wchodzi w grę. Godzina 15:50 nadjechała. "Jedenastka", która planowany odjazd ma o 16:00. Zaraz za nią podjeżdża "Trójka". Ludzie, myśląc, że pierwsza odjedzie 11, wsiadają do niej, po czym o godz. 15:55 odjeżdża prawie pusta 3. Ponad 15 minutowe spóźnienie. To raz.
Wtorek. Rano. Ponownie "Trójka". Tym razem ma odjechać o 6:56. Wyszłam z domu o 6:42, a że do przystanku mam zaledwie kawałek, to już 6:47 stałam na przejściu dla pieszych. Stoję i co widzę? Autobus zbliżający się do przystanku. Przyjechał ok. 7-8 minut za wcześnie.
Czwartek. Powtórka sytuacji z poniedziałku. Tym razem spóźnienie 20 minutowe. Trochę inna sytuacja, bo autobus przyjechał na czas, tzn. ok 15:35, ale odjechał przed 16. Dlaczego? Bo kierowca poszedł na kawę.
Piątek. Popołudnie. Wiadomo że o tej porze korki to rzecz nie nowa. Autobus odjeżdżający z pętli o 14:35 jedzie puściutki prosto z zajezdni, więc nie ma mowy o tym, że zepsuł się gdzieś na trasie czy coś. Notorycznie się spóźnia i zamiast o 14:35 odjeżdża później. Niewiele co prawda, ale gdyby odjechał punktualnie, pasażerów ominęłoby ponad półgodzinne stanie w korku przy wyjeździe z miasta. Na domiar złego, przedwczoraj było ciepło. Kierowca, bardzo mądry człowiek, zamiast włączyć klimatyzację, włączył zdaje się ogrzewanie. Omal nie zemdlałam. Miejsca oczywiście stojące, bo jakże by inaczej. Ale o tym niżej.
Rozumiem spóźnienie 2-3 minutowe. Na długiej trasie, w korkach nawet 5-7 min. Ale 15-20? Kilka razy w ciągu tygodnia? I to dlatego, że kierowca pije kawę? No coś tu jest nie halo. Albo zbyt wczesny odjazd. Ok - 2 min. Ale ponad 7? ZTM chyba sobie żarty robi...
A co do miejsc w autobusie... Z pętli do mojej miejscowości jeżdżą 3 autobusy (3 różne linie) w odstępach 30 minutowych. Czyli powiedzmy o 14:05 jedna, o 14:35 druga i o 15:05 trzecia. Między pętlą, a moim przystankiem jest miejscowość, nazwijmy ją sobie R. Do niej dojeżdża ok 10 autobusów. Nie przesadzam. W odstępach średnio 10 minutowych, a w godzinach szczytu nawet częściej. A ludzie z R. gdzie wsiadają? Do "mojego" autobusu. Jadą 3-4 przystanki i wysiadają, a ludzie, którzy chcieliby dojechać np. do końca trasy, nawet nie mają jak wsiąść, bo już na pętli autobus jest załadowany na full. I gdzie tu rozum?
Tak więc apel do wszystkich kierowców i pasażerów: Kierowcy - jeździjcie punktualnie! Ludzie chcą zdążyć do szkoły/pracy, a po południu chcą BEZSTRESOWO wrócić do domu. Spóźniając się nie ułatwiacie nam tego. A Wy, pasażerowie? Też nie jesteście święci. Nie wsiadajcie do autobusu, który ma długą trasę i wiecie, że zawsze wiezie dużo ludzi, jak chcecie jechać 3-4 przystanki. Wybierzcie inny, mniej załadowany autobus, którego trasa się pokrywa. Gwarantuję, że odjazd jest za góra 10 minut.
0 komentarze:
Prześlij komentarz