niedziela, 22 marca 2009

Waste of time.

Schrzaniłam. Cały (prawie) tydzień wolnego, a ja nie zrobiłam nic w kierunku matury. Wiem, powtarzam się, ciągle tylko matura, matura, matura, ale to jest w końcu moja przyszłość, no nie? Tak więc zwaliłam. Poniedziałek - prawie nic. No, może troszkę z geografii. Wtorek - szczątki angielskiego i prawie cały romantyzm. Środa - nic. Kompletnie. A nie, no sorry. Na zakupach byłam. Powtarzałam dodawanie. Czwartek - chyba jedyny "normalny" dzień. 2 godziny matmy w szkole, a później wizyta w BN w poszukiwaniu książek do prezentacji. Efekt? 2 godziny czekałam na jedną durną książeczkę. Nie doczekałam się. Piątek - jedna wielka porażka. Co z tego, że w szkole byłam i nawet coś tam pamiętam, jak do matury potrzebna mi była, hmmm, 1 godz. lekcyjna? A w szkole siedziałam 6? No może z małym wypadem na okienku do centrum handlowego. Ale poza tym? Nic. Sobota - znowu przedpołudnie w BN a popołudnie w domu. A konkretnie w kuchni. No zaaajebiście. A teraz siedzę i robię matmę i angielski. I jestem szalenie szczęśliwa, bo do końca roku tylko 20(!) dni rannego wstawania:)

PS. Notka popołudniowa, bo poranną awarię internetu sponsoruje Neostrada.

0 komentarze:

Prześlij komentarz