niedziela, 26 lipca 2009

Ideał? Chyba nie bardzo.

Otwieram gazetę - wieszaki. Włączam TV - wieszaki. Wchodzę na pierwszą lepszą stronę internetową - wieszaki. Nie mowa tu o wieszakach takich w szafach, tylko o trendach, które lansują media. Ktoś tam w redakcji sobie ubzdurał że wszystkie dziewczyny na zdjęciach muszą być długonogie, szczuplutkie, bez żadnej skazy na skórze - po prostu ideały. No ale zaraz, chwila! A co z tymi, które natura obdarzyła nieco hojniej, hm? Z tymi, co mają krąglejsze uda, piegi na twarzy, pieprzyki na ciele, szerokie ramiona, większą pupę... Albo powiedzmy okulary czy aparat na zębach? Widział ktoś kiedyś w gazecie modelkę w okularach? Nie przeciwsłonecznych. Korekcyjnych. Albo z aparatem? Nie no przepraszam. Raz widziałam. Na jednym zdjęciu dziewczyna miała aparacik. Stały, ale taki prawie niewidoczny. A na drugim co widzę? Nieudolna próba zamazania drutów. Photoshopowa wpadka. Tak bym to nazwała. Albo inny przykład. Na zdjęciu dziewczyna o idealnej cerze, żadnych wyprysków, plamek, pieprzyków. Zdjęcie pokazywało ją mniej więcej do klatki piersiowej. Tak się składa, że znam ją osobiście i wiem, że dziewczyna ma pieprzyk na ramieniu. Nie jakiś szpecący czy coś. Po prostu pieprzyk. Otwieram gazetę, a tam nawet jednego piega. Nic. Ale idźmy dalej. Ileż to razy czytałam wypowiedzi różnych osób - redaktorów, modelek, aktorek, czy po prostu zwykłych ludzi, że nie liczy się waga, że ważne jest to, jak się kobieta czuje w swoim ciele itp. Myślałam, że świat dąży ku normalności. Ale przewracam kilka kartek dalej i co widzę? Same chude, opalone modelki wdzięczące się do aparatu i reklamujące najnowszą kolekcję jakiejś firmy odzieżowej. A skoro już przy tym... Czy nie macie wrażenia, że w większości sklepów normalna dziewczyna, o proporcjonalnych kształtach nie ma na co spojrzeć? Bo tak: Spodnie - za wąskie, a jak już dobre w biodrach to za długie nogawki. Spódnica - to samo, albo długość ok, ale opięta jak bandaż na tyłku, albo dobra w biodrach, ale za to długość taka, że nogi wyglądają gorzej niż źle. No a najlepszy numer jest z bielizną. Wchodzi do sklepu dziewczyna o wydatnym biuście i nie ma co wziąć do ręki. Wszystko miseczka góra B. I co? Sama sobie rozmiaru nie wybierała. Znajdź jej człowieku 70D. Nawet porządne sklepy z samą bielizną (nie mówię o takich typu H&M czy Reserved, gdzie bielizna owszem jest, ale raczej jako dodatek), jak np. Triumph nie mają czegoś takiego w sprzedaży. Ale przecież najważniejsze to pokochać własne ciało, no nie? A potem się wszyscy dziwią, że coraz więcej młodych dziewczyn choruje na anoreksję. Jak ma nie chorować, jak wszędzie wokół takie wyidealizowane panienki w pięknych ciuchach i z pięknym makijażem? To normalne, że każda z dziewczyn chce się podobać, więc dąży do ideału. I czyja to wina? Nikt się nie chce przyznać do nakręcania tej machiny. Faceci mówią, że to nie ich wina bo oni wolą pełniejsze kształty, a nie wieszaki. Media trąbią, że nie ich wina, bo przecież przestrzegają przed anoreksją, bulimią, nakłaniają do pokochania swoich kształtów. No to czyja?

To pytanie pozostawiam do przemyślenia tym, co czytali.

0 komentarze:

Prześlij komentarz