Jak w tytule. Tak więc, jak to zrobić? Otóż, nic prostszego - wystarczy zostać nauczycielem. Ale może po kolei:
Wtorek - j. polski. Rzecz toczy się wokół konspektu prezentacji maturalnej. Profesor A., chcąc być troskliwym i pomóc swojej klasie w przygotowaniu prezentacji, polecił napisać konspekt. Pełen. Z bibliografią. Szmery bajery. Ok. Klasa się zawzięła, napisała. No to wypadałoby omówić.
Sytuacja 1. - Konspekt T. W temacie coś o motywie katedry. Wszystko wydawałoby się ok, bibliografia jest. Żadne GREGI, tylko opracowania BN. No mucha nie siada. Ale, że nasz pan A. miał od rana zły dzień, to się przyczepił. Że bibliografia nie taka, że w planie wypowiedzi jest punkt "krótkie streszczenie" (no i tu 15 minutowy wykład dlaczego się tego nie pisze), że plan nie przemyślany itp. No to grzeczny T. poprawił (dopisując jedynie jeden słownik czegośtam), przyniósł na czwartek i co? Prof. A. był zachwycony. "Nareszczie pan T. się postarał!" - no czy to nie jest paranoja? ale idźmy dalej:
Sytuacja 2. - mój konspekt dot. holocaustu.(Sposoby ukazywania holocaustu w literaturze polskiej) Tydzień przed oddaniem pytałam szanownego prof. czy można ten temat ująć "holocaust okiem ofiary, kata i świadków" czy lepiej "literatura faktu, fikcja literacka i liryka o holocauście". Odpowiedź, jaką otrzymałam była satysfakcjonująca "Jak ci wygodniej". Tak więc napisałam. Skłaniałam się od początku ku pierwszej opcji, bo wydaje mi się ciekawsza. Nadszedł wtorek, oddajemy konspekty, omawiamy i co się dowiaduję? Że jest źle. Że trzeba było tą drugą wersję napisać, że "Pianistę" z bibliografii trzeba wywalić (mimo, że z holocaustem się kojarzy bardzo mocno), że "Pięć lat kacetu" też (no tu się mogę zgodzić), że praca nie przemyślana, że "krótkie streszczenie" wpisane ("Skąd wy dzieci takie rzeczy bierzecie?! Na CKE było?!"). No to ja, grzeczne dziecię, poprawiłam, ba, nawet dwa konspekty napisałam, żeby nie było. A w czwartek się dowiaduję, że to jeszcze nie tak, że on sobie to inaczej wyobrażał itp. No szlag mnie trafia jak słyszę coś takiego. Najpierw "Rób jak uważasz" a potem "To nie tak miało być." Pfff...
Ale nie tylko prof od polskiego potrafi hmm... "umilić" życie... Weźmy na warsztat panią M. - prof. od informatyki. Przez całe 2 lata nie robiliśmy praktycznie nic. Jedna praca na semestr (zwykle grupowa), a jak dwie to mniejsze i indywidualne. No słowem luz blues. Ale w 3. klasie najwyraźniej coś p. prof. tchnęło i postanowiła nam zorganizować czas. Jeden projekt za drugim. (Że jeden głupszy od drugiego, to nawet nie wspomnę). No I sem. ok dało się przeżyć, ale pod koniec roku? Duży projekt dotyczący funkcji matematycznych? W klasie gdzie maturę z informatyki zdają hmm... 3 osoby? A one i tak mają oddzielny tok nauczania? Nie... trzeba nam czas potrzebny do nauki np. matmy, czy geografii, czy biologii zabrać. Żebyśmy się broń Boże nie nudzili, prawda?
Wszyscy w tej szkole chcą, żebyśmy dobrze zdali maturę, więc "Nie będą nam sprawiać kłopotów, dadzą nam więcej luzu" mhm... jasne.. Tylko że w ich wyobrażeniu wygląda to nieco inaczej. No zgoda, projekt dot. funkcji może pomóc w przygotowaniu się do matury z matmy, ale co mi z tego, że ja narysuję wykres f(x)=sinx i go opiszę, skoro on jest w książce ze wzorami, którą mamy na egzaminie... Nie ma to jak klasa maturalna...
Wtorek - j. polski. Rzecz toczy się wokół konspektu prezentacji maturalnej. Profesor A., chcąc być troskliwym i pomóc swojej klasie w przygotowaniu prezentacji, polecił napisać konspekt. Pełen. Z bibliografią. Szmery bajery. Ok. Klasa się zawzięła, napisała. No to wypadałoby omówić.
Sytuacja 1. - Konspekt T. W temacie coś o motywie katedry. Wszystko wydawałoby się ok, bibliografia jest. Żadne GREGI, tylko opracowania BN. No mucha nie siada. Ale, że nasz pan A. miał od rana zły dzień, to się przyczepił. Że bibliografia nie taka, że w planie wypowiedzi jest punkt "krótkie streszczenie" (no i tu 15 minutowy wykład dlaczego się tego nie pisze), że plan nie przemyślany itp. No to grzeczny T. poprawił (dopisując jedynie jeden słownik czegośtam), przyniósł na czwartek i co? Prof. A. był zachwycony. "Nareszczie pan T. się postarał!" - no czy to nie jest paranoja? ale idźmy dalej:
Sytuacja 2. - mój konspekt dot. holocaustu.(Sposoby ukazywania holocaustu w literaturze polskiej) Tydzień przed oddaniem pytałam szanownego prof. czy można ten temat ująć "holocaust okiem ofiary, kata i świadków" czy lepiej "literatura faktu, fikcja literacka i liryka o holocauście". Odpowiedź, jaką otrzymałam była satysfakcjonująca "Jak ci wygodniej". Tak więc napisałam. Skłaniałam się od początku ku pierwszej opcji, bo wydaje mi się ciekawsza. Nadszedł wtorek, oddajemy konspekty, omawiamy i co się dowiaduję? Że jest źle. Że trzeba było tą drugą wersję napisać, że "Pianistę" z bibliografii trzeba wywalić (mimo, że z holocaustem się kojarzy bardzo mocno), że "Pięć lat kacetu" też (no tu się mogę zgodzić), że praca nie przemyślana, że "krótkie streszczenie" wpisane ("Skąd wy dzieci takie rzeczy bierzecie?! Na CKE było?!"). No to ja, grzeczne dziecię, poprawiłam, ba, nawet dwa konspekty napisałam, żeby nie było. A w czwartek się dowiaduję, że to jeszcze nie tak, że on sobie to inaczej wyobrażał itp. No szlag mnie trafia jak słyszę coś takiego. Najpierw "Rób jak uważasz" a potem "To nie tak miało być." Pfff...
Ale nie tylko prof od polskiego potrafi hmm... "umilić" życie... Weźmy na warsztat panią M. - prof. od informatyki. Przez całe 2 lata nie robiliśmy praktycznie nic. Jedna praca na semestr (zwykle grupowa), a jak dwie to mniejsze i indywidualne. No słowem luz blues. Ale w 3. klasie najwyraźniej coś p. prof. tchnęło i postanowiła nam zorganizować czas. Jeden projekt za drugim. (Że jeden głupszy od drugiego, to nawet nie wspomnę). No I sem. ok dało się przeżyć, ale pod koniec roku? Duży projekt dotyczący funkcji matematycznych? W klasie gdzie maturę z informatyki zdają hmm... 3 osoby? A one i tak mają oddzielny tok nauczania? Nie... trzeba nam czas potrzebny do nauki np. matmy, czy geografii, czy biologii zabrać. Żebyśmy się broń Boże nie nudzili, prawda?
Wszyscy w tej szkole chcą, żebyśmy dobrze zdali maturę, więc "Nie będą nam sprawiać kłopotów, dadzą nam więcej luzu" mhm... jasne.. Tylko że w ich wyobrażeniu wygląda to nieco inaczej. No zgoda, projekt dot. funkcji może pomóc w przygotowaniu się do matury z matmy, ale co mi z tego, że ja narysuję wykres f(x)=sinx i go opiszę, skoro on jest w książce ze wzorami, którą mamy na egzaminie... Nie ma to jak klasa maturalna...
0 komentarze:
Prześlij komentarz